wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 10 + nowa tłumaczka

GRANT

Harry Styles, lat 22, urodzony 1 lutego 1930, pierwszy raz trafił do Wickendale mając 12 lat za spalenie żywcem swojego ojca, później oskarżony o obdarcie ze skóry trzech kobiet. Rose Winters, lat 21, urodzona 20 listopada 193, była pracownica instytutu, jej bliska relacja z pacjentem Harrym Stylesem spowodowała zaburzenia psychiczne. Stała się zdezorientowana, a jej zachowanie agresywne, dlatego została pacjentem instytutu.

Znałem tę sprawę na wylot. Przeczytałem wszystkie możliwe dokumenty na ich temat, które udało mi się zdobyć, od pierwszego dnia kiedy dostałem tę sprawę. Ale nie wiedziałem nic o Rose i Harrym, jako osobach. Nic o tym jak się zachowywali, o ich motywach, co spowodowało, że wyróżniali się na tle innych, wszystko to co było potrzebne w tej sprawie. Dlatego zacząłem od dyrektora.

Zapukałem do drzwi jej biura. Odczekałem chwilę, ale nie usłyszałem odpowiedzi. Zapukałem jeszcze raz.

- Wejść.- usłyszałem nieprzyjazny głos, stłumiony przez drewnianą powierzchnię.

Ostrożnie otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Rozejrzałem się dookoła. Po lewej stronie stała półka z książkami. Obok niej szafka z szufladami, a na przeciwko coś w rodzaju szafy. Dwa kasztanowe krzesła stały przy eleganckim biurku. Moje oczy powędrowały ku stercie papierów, a w końcu ku kobiecie, do której należały. Wywoływała piorunujące wrażenie, ale w złym tego słowa znaczeniu. Jej włosy były siwe, prawie białe, a oczy lodowato niebieskie, niemalże wrogie.

- Dzień dobry, Lindo Hellman, jestem detektyw Grant.- powiedziałem i wyciągnąłem ku niej dłoń. Ona nie.
- Po prostu pani Hellman.- odpowiedziała, ledwo na mnie patrząc. Przeglądała jakieś dokumenty.
- Przepraszam, pani Hallman.- w moim głosie była wyczuwalna irytacja. Mogłem powiedzieć, że już nie lubiłem tej kobiety. - Dostałem sprawę pani trzech uciekinierów.

Westchnęła i zaczęła układać wszystkie papiery. Zajęło jej to chwilę zanim je uporządkowała i skierowała na mnie całą swoją uwagę.
- Cóż, nie ma sprawy, jeśli są martwi.
- Co?
- Pacjenci. - powiedziała.- Nikt nigdy nie uciekł z mojego instytutu. Z tyłu budynku są klify, a z przodu ulica. - patrzyła na mnie, prosto w moje oczy. - Nie ma takiej możliwości, aby zaszli daleko. Mogę prawie zapewnić, że nie żyją.
- Prawie zapewnić. Ale nie jest pani pewna. - zauważyłem.
- Cóż, nie sądzę, aby...
- Proszę pani, rozumiem, że to miejsce znaczy dla pani bardzo dużo. Wiem, że ma pani nienaganną reputację i nie chce pani, aby ta ucieczka została nagłośniona, ale muszę przeprowadzić dokładne dochodzenie. Nie ma żadnego dowodu, aby cokolwiek sądzić, dlatego byłbym wdzięczny, gdyby pani ze mną współpracowała.
Wyglądała na poirytowaną, pewnie dlatego, że wiedziała, że mam rację.
- Wątpię, że znajdzie pan cokolwiek innego niż zwłoki.
- To byłoby coś.- powiedziałem, choć wcale w to nie wierzyłem. Po prostu nie chciałem jej bardziej wkurzać. - Ale musimy znaleźć coś, cokolwiek. I będę potrzebował pani współpracy do tego również chciałbym dowiedzieć się więcej o dwóch pacjentach, um.. o Harrym i Rose. Potrzebowałbym więcej informacji na temat tego trzeciego, nie mam o niej praktycznie nic.

Pani Hellman westchnęła ciężko i powoli wstała, wytrzepując spodnie z niewidzialnego pyłku.
- Chcę wiedzieć wszystko co się dzieje w tej sprawie. Cokolwiek znajdziecie ma trafić do mnie. I muszę mieć pełen dostęp do informacji o pacjentach, które znajdziecie.
- Oczywiście. To nie będzie problem.- powiedziałem.
Patrzyła na mnie przez chwilę, oceniając, może zastanawiając się czy jej posłucham. Ale w końcu się zgodziła.
- To jakich informacji będzie pan potrzebował?
- Narazie żadnych.- powiedziałem.- Gdyby mogła pani ze mną pójść.

Odwróciłem się i ruszyłem w stronę drzwi, zakładając, że ona zrobi to samo. Oczywiście nie mogłem być pewien, gdyby nie odgłos kroków. Wydawała się uparta. Już i tak ledwo tolerowałem ludzi, a ona szczególnie działała mi na nerwy. Wydawało się, że będzie tu wojna o władzę.

Mogłem powiedzieć, że miała ona jakieś emocjonalne przywiązanie do sprawy. Po pierwsze byli to jej pacjenci. Ale nie wyglądało na to, aby się bardzo nimi przejmowała, skoro tak chętnie założyła, że nie żyją. Dlatego jest druga opcja. Za bardzo dba o swój wizerunek. Nie chce w to uwierzyć, że oni uciekli.

Przez to wygląda na to, że nie myśli racjonalnie. Ktokolwiek, nie ważne kto raczej założyłby, że oni żyją niż wprost przeciwnie. Od kilku dni ludzie przeszukują tereny i nikt nie znalazł żadnych szczątków. Gdyby zginęli ich ciała, już zostałby by znalezione.

Ta kobieta sobie nie zdaje sprawy, że ci pacjenci żyją. Są gdzieś tam i oddalają się od nas coraz dalej i dalej z każda mijająca minutą,. I nie ważne czy ona to zauważy czy nie, ja miałem zamiar ich upolować. Nie spocznę dopóki ich nie znajdę i nie trafią tam gdzie należą.

ROSE

Zmroziło mnie. Nie chciałam wierzyć swoim oczom, ale to tam było. Moje serce zaczęło mocno bić. Odruchowo zaczęłam się cofać i przeraźliwie krzyknęłam. Ponieważ dokładnie przed mną znajdował się jeden z moich największych koszmarów, od kiedy opuściłam instytut.

Ogromny, wielki pająk.

- Co, co, co?!- Harry zaczął gorączkowo krzyczeć po tym jak dźwięki opuściły moje usta. Szybko znalazł się przy mnie. - Co jest? Co się stało?

Nie byłam w stanie nic powiedzieć tylko wskazałam na długonogie, włochate, okropne stworzenie.
- Fuuuu.- wydałam z siebie dźwięk obrzydzenia. Był wielki, wielkości mojej dłoni. Nie mogłam na niego patrzeć.
Wzrok powędrował w kierunku, który wskazywał mój palec.
- Czy ty sobie kurwa żartujesz? - powiedział niedowierzając.- Myślałem, że coś było naprawdę nie tak.
- Coś jest nie tak! Zabij to, proszę.- nalegałam.

Pokręcił głową, westchnął i sięgnął po swojego buta, ściągając go.
- Zapłacisz mi za to.- powiedział.- Naprawdę mnie wystraszyłaś.
- Przepraszam.- wyszeptałam. Trzymał swojego buta w dłoni i zbliżał się do pająka. W końcu uderzył go i zmiażdżył. Ble.
Ale to nie był koniec. Odwrócił się i pokazał mi co zostało z pająka na podeszwie, czyli jakieś zgniecione pajęcze nogi i trochę czarnej mazi. A najgorsze było to, że zbliżał to do mojej twarzy.
- Przestań!- pisnęłam i odsunęłam się od niego.

Jednakże, nie chciał mnie słuchać. Przygryzł dolną wargę i zaczął mnie gonić, na jednej nodze miał tylko skarpetkę. Wzdrygnęłam się i zaczęłam mu uciekać. Ale rozgnieciony pająk mnie doganiał.
- Harry, przysięgam, że - chciałam go ostrzec, ale nie dokończyłam, bo musiałam zaczerpnąć powietrza, zanim znowu przyspieszyłam. Śmiał się za mną, nadal goniąc mnie z tym czymś w dłoni. Czasami był taki poukładany i inteligentny, ale czasami był tak bardzo dziecinny.
- Harry, nie żartuję, zaraz zwymiotuję.
Nie żartowałam. Ogromny, ohydny, spłaszczony pająk sprawiał, że wszystko w żołądku mi się przewracało. Myślicie sobie, że po tym co przeszłam, jakiś tam robak może mieć na mnie taki wpływ, ale pająki były jedyną rzeczą na świecie, której nie znosiłam najbardziej.

Harry nadal się śmiał, ale w końcu zatrzymał. Przyglądałam mu się ostrożnie gdy wycierał buta o trawę. Kiedy w końcu go wyczyścił i ubrał, popatrzył na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś dupkiem.- powiedziałam na żarty i go lekko popchnęłam.
- Ja?
Przestałam chichotać, ale nadal się uśmiechałam.
Podniósł brew, chyba chciał coś powiedzieć albo coś zrobić, nie mogłam zgadnąć. Wyszczerzył się, przygryzając wargę. Wtem nagle ruszył na mnie z otwartymi ramionami. Za nim się spostrzegłam znajdowałam się na jego barkach. Zaczęłam się głośno śmiać.
-Harry!
Nic nie mówił, ale czułam jak sam się śmieje. Podbiegł do naszych prześcieradeł, a ja byłam bezradnie przewieszona przez jego ramię. W końcu ostrożnie postawił mnie na ziemi. Stałam jedynie kilka centymetrów od niego. Łapaliśmy oddech, nasze ciała stykały się za każdym wdechem, oboje się uśmiechaliśmy.

Gładkie ręce Harry'ego musnęły moją szczękę, a następnie wślizgnęły się we włosy.

- Jesteś taka urocza - wymamrotał. Miałam wrażenie, że powiedział to z ironią. W jego tonie nie było nic uroczego; był ochrypły, seksowny i głęboki.

Pochylił się aby mnie pocałować, a ja mu pozwoliłam. Pocałunek był pełen pasji, nasze usta mocno do siebie przylegały, jego język natychmiast znalazł się w moich. Wciąż nie przywykłam do całowania go i wątpiłam w to, że w najbliższym czasie przywyknę. Każda z jego cech jakoś inaczej na mnie wpływała: włosy, usta, język, każda pozbawiała mnie siły. Jego ciało wygięło się w moją stronę, a ręce przesuwały po skórze w sposób, który jeszcze bardziej podgrzewał pocałunek.

Mogłam tak stać z moimi ustami na jego przez godziny, ale jednak nasze pocałunki zawsze musiały być przerywane.

Tym razem przez dźwięk przejeżdżającego samochodu. Zbliżał się do naszej kryjówki, koła hałasowały na moście ponad naszymi głowami. Harry nieco się ode mnie odsunął i przycisnął palec do moich ust. To był tylko środek ostrożności, musieliśmy zachować czujność. Nasza dwójka nie wydawała z siebie żadnego dźwięku na odgłosy działalności ludzi.

Kryjówka znajdowała się pod malowniczym mostkiem, otoczonym zimowym krajobrazem. Było w niej nieco cieplej, gdyż byliśmy osłonięci przed wiatrem i padającym śniegiem. Bardzo ładne miejsce w głębokim lesie.

Więc rozbiliśmy pewnego rodzaju obóz, postanowiliśmy spać jak najwyżej i jak najbliżej mostka, aby zostać w ukryciu. Ale był tylko jeden problem: to na jednej z belek podtrzymujących konstrukcję zobaczyłam pająka. I kto wiedział na ile jeszcze możemy się natknąć.

Wzdrygnęłam się na samą myśl.

- Co? - zapytał Harry, widząc moją reakcję.
- Przepraszam, nic ważnego - potrząsnęłam głową.
- Nie, powiedz mi - zażądał. Pewnie myślał, że było to coś bardziej poważnego.
- Myślałam tylko o pająku, to wszystko - powiedziałam.

Słysząc to wybuchnął śmiechem, kąciki jego oczu się zmarszczyły, na policzkach ukazały tak bardzo przeze mnie lubiane dołeczki.

- Przestań się ze mnie śmiać! - zażądałam pół-żartem.

Do końca nie przestał, ale troszkę sie uspokoił gdy powoli potrząsł głową. Byłam pewna, że zaraz usłyszę kolejną docinkę, jednak Harry tylko ziewnął. Znów mogłam dojrzeć w nim coś z dziecka. Jego nos się zmarszczył, gdy pocierał dłonią oczy. Nie sądziłam, że jest zmęczony  biorąc pod uwagę, że przed chwilą gonił za mną w kółko. Lecz chyba jednak oboje potrzebowaliśmy snu.

- Myślę, że powinniśmy iść spać - zaproponowałam. Biegliśmy cały dzień, żeby tu dotrzeć, przemierzając jak największą odległość, wykorzystując świeżo zregenerowane po nocy w motelu siły. Ale teraz byłam całkowicie wycięta.
- Myślę, że masz rację - powiedział, sennie kiwając głową. Kiedy tu  dotarliśmy, rozłożyliśmy koce i całą resztę, więc teraz po prostu ułożyłam się wygodnie na gotowym posłaniu. Nie było to do końca łóżko, ale gruba, sucha trawa posłużyła za materac i to jak na nasze warunki było dobrze i byłam za to wdzięczna.

Harry ułożył się obok mnie, tak że nasze ramiona się stykały. W pozycji pół-leżącej wziął swoją torbę na kolana i zaczął w niej grzebać. Wyciągnął zapalniczkę i papierosy. Obserwowałam jak jego czoło się marszczy, kiedy otacza dłońmi zapalniczkę dopóki papieros nie zaczyna się tlić.

To była kolejna rzecz, która mnie w nim fascynowała. Pomimo tego, że chciałam, żeby rzucił, patrzenie jak odchyla głowę w tył i wypuszcza smugę dymu przez pełne usta było czymś co uwielbiałam.

Nagle kilka obrazów przeszło mi przez myśli.

Patrzenie jak Harry pali papierosa przypomniało mi o motelu, kiedy wbijał w tego pracownika wzrok pełen nienawiści. Po czym przypomniałam sobie kobietę, która też tam pracowała i jej załamanie po stracie siostrzeńca. I to przywiodło mi na myśl pytanie, które już dawno chciałam zadać.

- Harry? - spytałam niepewnie.
- Tak?

Zajęło mi chwilę, żeby odpowiedzieć, starałam się odpowiednio dobrać słowa.

- Jak...jak to było zabić Jamesa?

Jego czoło się zmarszczyło w wyrazie zaskoczenia. Zaciągnął się jeszcze raz, zanim się odezwał.
- Co masz na myśli?
- Mam na myśli czy to było okropne kogoś zabić czy skoro to był James to ci się to  podobało? - spytałam. Było to dziwne, głębokie, przypadkowe pytanie, ale moja ciekawość wzięła górę.
- Nie było okropne - powiedział krótko - Rose, jesteś pewna czy chcesz słyszeć to wszy...
-Tak - przerwałam mu - Chcę. Chcę wiedzieć przez co przeszedłeś, co się stało, bo wciąż dokładnie nie wiem. Powiedz mi.

Westchnął zaciągając się papierosem po raz ostatni, po czym zgasił go na ziemi.
- Czy.. czy czułeś się z tym dobrze? - zapytałam delikatnie.
- Tak.- spojrzał na mnie. Gdy moja mina nie wyrażała ani lęku ani zrozumienia, zaczął mówić dalej.- Z odbieraniem życia - nie, ale z odebraniem jego życia nie miałem problemu. Każde uderzenie w niego przypominało mi o bólu, który zadał Emily albo innym dziewczynom czy tobie i nie mogłem przestać. - Patrzył się w dal jakby przypominał sobie te zdarzenia.- Mam nadzieję, że była to dla niego tortura. Mam nadzieję, że go bolało. Powinien spalić się w piekle.

Moje oczy się powiększyły i westchnęłam w lekkim szoku. Odwróciłam się troszkę od niego, aby przez chwilę pomyśleć.
- Rose.- powiedział takim tonem, który mnie od razu uspokoił.- Wiem co sobie myślisz, ale on odebrał mi wszystko. Wiesz jakie okropne rzeczy zrobił Emily i prawie tobie. Również innym dziewczynom i jak to musiało boleć ich rodziny i znajomych. Nie mogłem się powstrzymać i nie cieszyć się, że w końcu dostanie za swoje.

Spojrzał na mnie ponownie, lekko niepewny mojej reakcji.
- W porządku, rozumiem. Również chciałam, żeby był martwy.- Jednak zaniepokoiły mnie detale, o których mówił Harry i to jaką dawały mu przyjemność.

Milczał przez minutę i zastanawiał się nad tym co powiedziałam.
- Dlaczego w ogóle zawracasz sobie swoją piękną główkę takimi sprawami?
- Wydaje mi się, że po prostu musiałam spytać.

Patrzył na mnie jeszcze chwilę po czym odwrócił się i przytulił się do mnie. Jego głowa spoczywała na mojej piersi, ręka obejmowała mnie w pasie.
- Ogrzeję cię - powiedział i wtulił się bardziej we mnie. Było mi ciepło i wygodnie, gdy pokiwałam głową. - No dobrze, a teraz idziemy spać, kochanie.- pocałował mnie w czoło i wrócił do poprzedniej pozycji. Pomimo poważnej rozmowy, którą odbyliśmy zaczynałam spokojnie odpływać w błogi sen.

Harry i ja zasnęliśmy spleceni ze sobą i nie budziliśmy się przez godziny. Jednakże tym razem w naszym śnie przeszkodził nam przenikliwy odgłos policyjnych syren.

                                                                         
No to koniec.

Dziękujemy wam za wszystko, za cierpliwość, za wsparcie. Było to dla nas bardzo cenne doświadczenie i sama przyjemność, dopóki miałyśmy na to czas. Czas oddać pałeczkę komu innemu, a tą osobą jest Aleksandra (@16ciastek)! Gratulujemy! Następnego rozdziału oczekujcie już od niej i z nią się kontaktujcie. Nie umiem się żegnać, więc no... ~Magda







20 komentarzy :

  1. Extra rozdział
    Dziękuję za tłumaczenie :-) xx.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. I wielka szkoda, że zostawiacie tak to tłumaczenie, bo uważam, że robiłyście to wspaniale

      Usuń
  3. Rozdział naprawdę dobry ;* Ja również dziękuję za tłumaczenie :) x

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuje Wam za wszystko, rozdzial cudowny, taki wyczekany wzbudza jeszcze wiecej emocji!/ Daria :)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny rozdział i dziękuje że tyle tłumaczyłyście♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dawno tego nie czytałam i strasznie się stęskniłam. Dziękuję za tłumaczenie, bo jest naprawdę dobre.

    OdpowiedzUsuń
  7. Że musiało skończyć się w takim momencie omg

    OdpowiedzUsuń
  8. No nareszcie! Kocham to fanfiction, cudowny rozdział :)
    Szkoda, że odchodzicie, dzięki za wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  9. Będę za wami tęsknić tak dlugo to pisalyscie i swozylyscie niesamowitą historie mimo ze tlumaczenie ;) zycze szczescia i wiecej czasu wolnego <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za to ile dla nas zrobiłyście, dziewczyny. Jesteśmy wam wdzięczne :)
    A teraz witamy nową tłumaczke !! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdzial i świetne tłumaczenie oczywiście!Także witam nowa tlumaczke i mam nadzieję na w miarę regularne rozdziały ;

    OdpowiedzUsuń
  12. Super haahha ♡♡♡ czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  13. swietny rozdzial:) czekam na nastepny i dziekuje za tlumaczenie xx

    OdpowiedzUsuń
  14. jakzwykle nieamowity rozdział i niesamowite tłumaczenie. szkoda, że odchodzicie, ale trzeba serdecnie powitać nową tłumaczkę :D :)

    OdpowiedzUsuń
  15. wielka szkoda ze juz nie bedziecie tlumaczyc i dzieki za wszystko x
    rozdzial swietny jak zawsze

    OdpowiedzUsuń